Strona główna > grypa, h1n1, zdrowie > Profilaktyka grypowa (i nie tylko)

Profilaktyka grypowa (i nie tylko)

17 listopada 2009

W czasie, jak to ładnie określają media, „szalejącej świńskiej grypy” dobrze jest poznać podstawowe zasady, które pozwolą ustrzec się przed wirusem.

1. Budowanie naturalnej odporności

Przede wszystkim ważna jest naturalna (tutaj coś na co zwrócono uwagę w komentarzach:  “odporność naturalna” nie jest przeciwieństwem “odporności sztucznej” ani “nabytej”. To po prostu zwykła odporność zdrowego organizmu) odporność organizmu. Aby ją zwiększyć należy przestrzegać takich oto prostych zasad:

a) włączenie do diety naturalnych produktów wzmacniających odporność, oraz suplementów

Witamina E, C, beta-karoten, selen; wszystko to te substancje, które powinniśmy na stałe już włączyć do naszego jadłospisu. Przykładowo, Witaminę C można znaleźć m.in. w cytrusach, winogronach, papryce, truskawkach, rzepie, cebuli a nawet ziemniakach; witaminę E – w migdałach, margarynie, jajach, marchewkach(zawierają także dużo beta-karotenu), mleku; Selen zaś w pszenicy, drobiu, mleku, chudym mięsie i rybach.

b) Jeśli chodzi o suplementy, na pewno nie zaszkodzą (stosowane zgodnie z zaleceniami) np. kapsułki tranowe czy tabletki czosnkowe. Warte rozważenia są też wszelkiego rodzaju reklamowane rutinacee, rutinoscorbiny itp. itd.

Pamiętajcie jednak, że najlepszym źródłem witamin i innych potrzebnych substancji jest natura; nie da się przedawkować naturalnych witamin, z syntetycznymi różnie to bywa.

2. Szczepienia

Wszędzie jest to powtarzane do znudzenia: szczepienia, szczepić się, zaszczep się. Jednak jest w tym sens, gdyż to właśnie szczepienia w wielu przypadkach pomogą uniknąć złapania choroby, albo przynajmniej osłabią jej przebieg. Odsyłam tutaj do jednego z poprzednich wpisów.

3. Unikanie tłumów

Chyba nie wymaga większego komentarza; im większy tłum, tym większe ryzyko, że znajdzie się w nim ktoś, kto jest nosicielem jakiegoś zarazka; czy to świńskiej grypy, czy zwykłej, sezonowej, albo choćby i zwykłego przeziębienia. Unikając tłumów zmniejszamy możliwość zostania zarażonym.

4. Maseczki

Maseczki prezentują się bardzo medialnie; pozwalają wywołać odpowiedni nastrój miasta „osaczonego”, wzmagają atmosferę paniki. Jaka jest prawda jeśli chodzi o maseczki?

a) jeśli chcemy przed chorobą się ustrzec, to albo musimy zapewnić sobie duuuuży zapas maseczek jednorazowych (tych chirurgicznych właśnie), gdyż należy je zmieniać średnio co 15 minut (a i tak nie gwarantują pełnej ochrony), albo też zainwestować i kupić droższe maseczki, np. te z filtrem N95, które to można nosić cały dzień i wciąż będą zapewniać wysoki poziom ochrony.

b) jeśli jesteśmy chorzy, w takiej sytuacji maseczkę nie tylko można, ale wręcz trzeba nosić. Bo o ile nie uchroni to już nas od zarażenia się, zapobiegnie rozsiewaniu choroby na innych.Osobiście marzy mi się taka „kultura maseczkowa”, jaka jest w Japonii: ktoś choćby pokasłuje, zakłada maseczkę.

Podnoszone są również głosy mówiące, że maseczki w ogóle nie działają; przeczą jednak temu badania.

5. Higiena

Ten, i kolejne dwa punkty to w gruncie rzeczy truizmy; wszyscy przecież wiedzą, że należy myć ręce, zakrywać usta przy kichaniu i nie kaszleć innym prosto w twarz, prawda? Otóż okazuje się, że nie wszyscy

Przeczytałem dzisiaj w jednym z tygodników interesującą statystykę; otóż okazuje się, że ponad 70% mężczyzn w Polsce po wizycie toalety nie myje rąk; mniejszy odsetek dotyczy pań, chociaż ten także jest dość niepokojący. Tymczasem, jak zalecają specjaliści, zachowanie zasad higieny, w tym częste mycie rąk, jest bardzo ważne.

Jeśli chodzi o kichanie, proponuję obejrzeć taki oto filmik (zwróćmy uwagę na pierwsze 15s, choć cały filmik jest ciekawy):

To samo odnosi się do kaszlu.

Dzisiaj ktoś zadał mi pytanie, co z mydłami i płynami antybakteryjnymi. Wydaje mi się (a ma to też potwierdzenie w pewnych badaniach), że obecnie nie ma większego sensu stosowanie mydła antybakteryjnego w domu, gdzie wystarczy ciepła woda i mydło.  Sytuacja zapewne inaczej wyglądać może w warunkach prawdziwej, ostrej epidemii, gdzie uchronienie się przed patogenami ma pierwszorzędne znaczenie – wtedy faktycznie, używanie takich specyfików, np. tuż po powrocie do domu, jest uzasadnione.

Jeszcze inaczej wygląda sprawa jeśli chodzi o zakłady pracy, szkoły czy miejsca publiczne; osobiście uważam (JA), że mydła antybakteryjne mają sens; nigdy nie wiadomo, kto korzystał z danej np. toalety wcześniej, kto dotykał ławki na której siedzieliśmy, kichnął na nasze biurko itp. itd…

6. Odpowiedni strój

Potoczna nazwa chorób wywoływanych przez wirusy paragrypy to „przeziębienie”. Coś w tym jest, bowiem o ile sama choroba nie jest wywoływana przez ziąb na dworze, o tyle chłód (albo przegrzanie) mogą osłabić organizm, wytwarzając zarazkom idealne warunki do namnażania się. Należy więc dbać o to, aby być ubranym odpowiednio do warunków pogodowych – nie za ciepło, ale i nie za lekko.

7. Kontakt z chorymi

Na koniec jeszcze trochę o kontakcie z osobami zarażonymi, a właściwie – brakiem tego kontaktu, gdyż unikanie go jest tutaj zachowaniem zalecanym. Jeśli już kontaktu uniknąć się nie da, należy robić wszystko, by zminimalizować ryzyko zakażenia się; oczywiście z umiarem, wiadomo że nikt nie włoży kombinezonu biologicznego wchodząc do pokoju, w którym leży chora na grypę siostra.

8. Lekarz

Gdy wszystko zawiodło, a nas zaczyna coś łapać, sugerowane jest niewpadanie w panikę; należy udać się do lekarza, zachowując środki ostrożności opisane wyżej, aby się nie „doprawić”. Dobrze jest też pomyśleć o innych, siedząc w poczekalni u lekarza mieć założoną maseczkę(co chroni także i nas, przed zarażeniem się innym wirusem od kogoś, na co jesteśmy narażeni ze względu na osłabiony, zaatakowany już czymś organizm).

Advertisements
  1. shieldmaiden
    18 listopada 2009 o 0:18

    Tak właśnie, znakomity wpis. Zgadzam się zwłaszcza z budowaniem naturalnej odporności, przy czym myślę, że hartowanie się krok po kroku (chłodnym prysznicem, dłuuugim spacerem, sportem) też ją buduje.

    Dziś usłyszałam taką opinię:

    „Warto przy objawach przeziębienia wybrać się do lekarza, którego już znamy i mamy pewność, że nie przepisze natychmiast antybiotyku.”

    Oczywiście najlepiej jest poddać się po prostu badaniu lekarskiemu i zaufać jego wynikom. Co jednak lepiej zrobić w przypadku, często występującej, rutyny lekarskiej kończącej się zwykłym wystawieniem zwolnienia i momentalnym wypisaniem recepty na antybiotyk?
    A grypa wywoływana jest przecież przez wirusy…
    Jakie zalecasz podejście do recept? ;>

    • mieki
      18 listopada 2009 o 0:38

      W stanie grypowym, łatwiej może dojść do infekcji bakteryjnych, bo organizm jest osłabiony, i dlatego pewnie są podawane antybiotyki. Co do pytania o rutyne, zadaj je lekarzowi :)

  2. mieki
    18 listopada 2009 o 0:33

    Co do cytrusów, to bym jednak uważał na kobiety karmiące. Te dostępne w hipermarketach są zrywane jeszcze zielone, pryskane pestycydami ładowane na statek i do PL. Dojrzewają właśnie na statku, a jako że nie dojrzałe, i wcześnie pryskane (czyt. skórka nie wykształcona) pestycydy zostają w owocach. Lepiej wtedy zjadać witaminki w postaci tabletkowej – oczywiście z umiarem.

  3. 19 listopada 2009 o 15:34

    A czemu właściwie, do kurzej japy, nie ma żadnych oficjalnych zaleceń z Ministerstwa Zdrowia? CDC ma pełno informacji na temat profilaktyki i leczenia grypy. MZ najwyraźniej nie — i potem się dziwić, że ludzie słuchają internetowych znachorów z grypa666.

    • Ejczbibi
      19 listopada 2009 o 18:17

      Dzisiaj komitet pandemiczny takowe wydał, w końcu zaleca się oseltamivir dla grupy ryzyka jako domyślne leczenie przy objawach grypy. Niestety kochane TVN24 zaraz potem puściło wywiad z jakąś lekarzą rodzinną, która stwierdziła, że to tylko zalecenia, a nie polecenia, więc nie będzie ich stosować, bo przecież lekarz pierwszego kontaktu wie lepiej, z czym ma do czynienia i jakie leczenie jest wskazane.

  4. 19 listopada 2009 o 16:08

    P.S. Uwagi merytoryczne:

    1) jak ktoś nie ma odporności, to jest bardzo, bardzo chory. To się nazywa „niedobór odporności” (immunodeficiency). Tak że odporność można nie tyle stworzyć, co wzmocnić.

    2) tylko jako dodatkowe wyjaśnienia: „odporność naturalna” nie jest przeciwieństwem „odporności sztucznej” ani „nabytej”. To po prostu zwykła odporność zdrowego organizmu.

    3) warto też wiedzieć, jakie rzeczy zmniejszają odporność i zwiększają szansę na zakażenie: stres, niedożywienie (lub złe odżywianie), palenie i nadużywanie alkoholu. Co do tego ostatniego: nie, „lampka czerwonego wina wieczorem” nie gwarantuje wysokiej odporności (Watzl et al. 2004). W każdym razie, chociaż umiarkowane spożywanie alkoholu może mieć pozytywne efekty, istnieje bardzo duża zmienność osobnicza i interakcje z innymi czynnikami. Ale to cała dłuższa historia.

    4) płyny / mydła antybakteryjne nie tylko zazwyczaj nie są potrzebne, ale wręcz są niewskazane, a powód jest ten sam, co w przypadku antybiotyków — bakterie najwyraźniej potrafią zyskać oporność nawet na „niespecyficzne” środki bakteriobójcze: http://www.cdc.gov/ncidod/eid/vol7no3_supp/levy.htm

    5) lekarza przepisującego antybiotyki „na dzień dobry” / pozornie niezależnie od diagnozy trzeba przede wszystkim uprzejmie i bez mądrzenia się spytać, dlaczego to jest konieczne (bo wie pan/pani, słyszałem, że od tego robią się bakterie oporne na antybiotyki, to prawda?). Czasami takie użycie antybiotyków może być uzasadnione (poza tym niektóre antybiotyki nie generują łatwo opornych szczepów bakterii).

    Dalsze działanie trzeba uzależnić od odpowiedzi, ale jeśli stracimy zaufanie do lekarza, to trzeba zasięgnąć rady innego lekarza, a nie działać na własną ręke.

    Najgorsze, co można zrobić, to zacząć, a potem przerwać kurację antybiotykową jak się już trochę poprawi. Jak zaczniesz brać, to bierz do końca.

    • 19 listopada 2009 o 18:24

      Ad 1.
      Oczywiście masz rację, usuwam ten tekst w nawiasie.
      Ad 2.
      Słuszna uwaga, dopiszę to, jak to się mówi w ang – to make it clear.
      Ad 3.
      Jak sam napisałeś, to dłuższa historia, może pokuszę się kiedyś o krótki opis czynników osłabiających odporność.
      Ad 4.
      Pisząc ten tekst natknąłem się na to, jednak uznałem, że nie jest to jeszcze dość dobrze potwierdzone (choć wtedy nie znałem tego z cdc, a opierałem się na jakimś tekście z polskiej sieci)

      „Najgorsze, co można zrobić, to zacząć, a potem przerwać kurację antybiotykową jak się już trochę poprawi. Jak zaczniesz brać, to bierz do końca.”

      To zasługiwałoby na wyróżnienie, bo ważne… Muszę sprawdzić, czy da się na blogu tutaj uruchomić coś ala „cytat dnia” :)

  5. ms-trex
    19 listopada 2009 o 16:34

    Co do rutinscorbinów i innych sztucznych śmieci, to unikać jak ognia. To są sztucznie otrzymywane witaminy i przez organizm wchłaniane są w niewielkim stopniu, lepiej jest zjeść 3 papryki czerwone w których witaminy C jest bardzo dużo. W googlach można znaleźć artykuły o zbawiennym działaniu witaminy C, której spożywanie powyżej 1g dziennie może chronić przez całą masą różnego choróbstwa. Podobno końskie dawki podawane dożylnie mogą zwalczać pewne rodzaje raka. Wszystko oczywiście utrzymane jest w tajemnicy przed ludźmi żeby korpokracje (firmy farmaceutyczne) miały na czym zarabiać, bo na czym by zarabiały jakby raka można było leczyć witaminą C? Jest taka strona na której można zakupić naturalną witaminę C o zwartości 1g w tabletce, jednak cena to gdzieś 70zł.

    • 19 listopada 2009 o 17:33

      Uff, jak to dobrze, że dajemy w ten sposób zarobić jakiemuś oszustowi, a nie złej korpokracji!

      • Ejczbibi
        19 listopada 2009 o 18:18

        Jak również urologom usuwającym kamienie nerkowe wytworzone dzięki nadmiarowi witaminy C w organizmie :>

    • ms-trex
      19 listopada 2009 o 20:48

      No właśnie i w tym też rzecz, że kamienie nerkowe pojawiają się z powodu sztucznych śmieci z witamin łykanych w nadmiarze, a nie z witaminy C jako takiej.

      • Ejczbibi
        19 listopada 2009 o 21:19

        Znaczy kwas askorbinowy w suplementach a w naturalnej witaminie C to jakieś odmienne stany istnienia?

    • ms-trex
      19 listopada 2009 o 22:11

      W googlach jest tego sporo np. pod hasłem: „witamina c medycyna na złym kursie” czy tez „pauling linus carl naturalna witamina C”

      • 20 listopada 2009 o 11:23

        Ale opowiedz swoimi słowami. Bo ja teraz guglam „homeopatia na raka”, „ufo area 51” i „bush zburzył wtc”, więc mam zajęte Google.

  6. 19 listopada 2009 o 21:58

    ms-trex :

    Co do rutinscorbinów i innych sztucznych śmieci, to unikać jak ognia. To są sztucznie otrzymywane witaminy i przez organizm wchłaniane są w niewielkim stopniu, lepiej jest zjeść 3 papryki czerwone w których witaminy C jest bardzo dużo.

    Zjeść paprykę (surową, bo w gotowaniu witamina C się rozłoży) to oczywiście dobra rada, papryki są dobre, mają witaminy i w ogóle doradzamy. Suplementy łatwo przedawkować, poza tym świeże owoce i jarzyny zawierają całe mnóstwo najróżniejszych substancji. Zawsze jest dobrze jeść dużo owoców i warzyw.

    Natomiast nic mi nie wiadomo o tym, żeby „sztuczna” witamina C miała się jakoś inaczej wchłaniać niż „naturalna” — to ten sam związek chemiczny, kwas L-askorbinowy, pasywnie i aktywnie wchłaniany przez organizm. Masz jakieś źródła na potwierdzenie swojej tezy?

  7. 19 listopada 2009 o 21:59

    @gospodarz bloga: kliknąłem na „cytuj”, pojawiły się śmiecie, ale myślałem, że tak ma być — ponieważ nie moge edytować komentarza, nie mogę ich wyrzucić. Możesz proszę wykasować te śmieci z mojej odpowiedzi?

  8. Bacz
    20 listopada 2009 o 18:30

    Praktyczny sposób na wzmocnienie układu odpornościowego: na śniadanie jajecznica na maśle lub boczku. Uzasadnienie tutaj: http://niepoprawni.pl/blog/404/zdrowe-tluszcze-na-grype

    • Ejczbibi
      20 listopada 2009 o 19:19

      Jo, nie ma to jak jajeczniczka na śniadanie i burza cytokinowa na kolację. Żeby to wszystko takie proste było…

      • Anton
        21 listopada 2009 o 18:30

        @Ejczbibi
        Jajecznica – nie.
        Boczek – nie.
        Czosnek – nie.
        Może bardziej konstruktywnie, co?
        Ja w ramach profilaktyki robię rano pompki. I noszę malę, którą przywiozłem z Chin.
        Czy to mnie uchroni?

  9. Ejczbibi
    21 listopada 2009 o 20:11

    W Rosji cerkiew zarządziła modlitwy, trzeba ich uważnie obserwować, a nuż zadziała.

  10. Anton
    21 listopada 2009 o 20:17

    Modlitwa na pewno nie zaszkodzi, a pomóc może.
    Czekam na kontratak koncernów.

    • 22 listopada 2009 o 0:36
      • Ejczbibi
        22 listopada 2009 o 8:13

        Człowiek małej wiary. Czosnek plus paciorek zabezpieczający przed mutacją wirusa i po kłopocie.

        A tymczasem szczep oporny na Tamiflu staje się coraz powszechniejszy i zaczyna zabijać, pokazując, ile z niskiego CFR zawdzięczamy póki co lekom antywirusowym.

  11. Jiima
    25 lutego 2010 o 12:15

    Oj, będę wredne. To na wypadek, jak ktoś tu trafi przy drugiej fali wirusa

    – witamina C: Nie działa. Nie dlatego, że „ta sztuczna jest zła, a ta naturalna dobra”. Nie ma związku, lub jest symboliczny. Wykazane przez naukowców związanych z big pharmą.
    – rutyna: nie działa. O ile witamina C jest potrzebna (w rozsądnych ilościach, przedawkowanie prowadzi do kamicy), o tyle działanie terapeutyczne rutyny nie zostało potwierdzone. Zasadniczo, gratulacje dla big pharmy, sprzedała ludziom coś co mogliby z powodzeniem oferować homeopaci (nie ma dowodów na działanie, choć w zasadzie jest nieszkodliwe). „Uszczelnianie naczyń krwionośnych” – sorki, brzmi jak opis jednej z „terapii alternatywnych” tylko tam uszczelniali jelita.
    – czosnek: Kontrowersyjny. Niewątpliwie działa przeciwbakteryjnie, ale głównie in vivo – więc jest dobrym konserwantem i tyle. Na pytanie co za różnica, proponuję dla zdrowia opić się octem i najeść benzoesanu potasu zamiast antybiotyków. Na wirusy nie działa i nie ma jak za bardzo.

    Warto w tym momencie jednak dodać „ale”. O ile obżeranie się witaminkami nie ma specjalnej wartości poza wywołaniem hiperwitaminozy albo kamicy, o tyle ich niedobór na pewno złapanie grypy ułatwi (osłabienie organizmu i te sprawy). To tak jak z jedzeniem – z głodu się umiera, ale nie oznacza to że od przejedzenia będziesz nieśmiertelny.

    – Suplementy diety – mam alergię na ten termin. O ile w rutinoscorbinie są dwa preparaty (jeden bezużytyeczny a drugi w sumie potrzebny) w znanych ilościach, o tyle kontrola suplementu sprowadza się do stwierdzenia, że nie jest szkodliwy dla zdrowia. I chwatit. Homeopatia też nie jest.

    – Przeziębienie – nie wykazano związku nagłego wychłodzenia z chorobą. Są hipotezy, że fakt pojawienia się mini-epidemii rinowirusa („przeziębienie”) zimą jest spowodowany innymi czynnikami – większe zagęszczenie ludności sprzyjające zarażeniom, spadek odporności wywołany awitaminozami i ogólnie gorszym dostępem do porządnego żarcia itp.

    – Maseczki – nie wiem czy działają, na pewno utrudniają rozsiewanie wirusa… jeśli nosi je chory

    – Mydło – rzeczywiście starczy zwykłe.

  12. Zerrkos
    17 lutego 2011 o 12:46

    Suplementy są do bani!!! Suplement chyba wszystko naturlane, a dawka witaminy C malutka. Za to tabletki musujące ociekają witamina C, ale zapewne to jest jakaś syntetyczna. I jak tu się pozniej dziwic, ze witamina C powoduje kamice. Teraz jakby porownac cene suplementu i zawartosci witaminy c oraz cene i zawartosc witaminy c w tabletkach musujacych to okaze sie, ze suplement jest cholernie drogi, a tabletka musujaca super tania.

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d bloggers like this: