Strona główna > cdc, epidemia, grypa, Inne, media, zdrowie > Kozia grypa – co znowu, do diabła?

Kozia grypa – co znowu, do diabła?

11 Grudzień 2009

Była już grypa ptasia, świńska, ludzka (a właściwie są nadal). Czyżby teraz czekała nas kolejna pandemia, tym razem koziej grypy? Sądząc po pierwszych artykułach w mediach polskich chyba tak… Ale, czy aby na pewno?

Przegląd mediów

Wirtualna Polska

Nie uporaliśmy się jeszcze na dobre z tzw. świńską grypą, a już pojawiło się kolejne zagrożenie. Tym razem dla odmiany jest to tzw. kozia grypa.

Informacja o nowej odmianie grypy, która w Holandii zabiła już 6 osób pojawiła się dziś w holenderskim dzienniku „Trouw”.  Pierwsze przypadki odnotowano już latem, jednak zaginęły one w zalewie informacjo o  świńskiej grypie. Jak twierdzą specjaliści holenderscy, choroba ta wywoływana jest przez  tzw. „gorączkę Q”, która atakuje zarówno kozy, jak i owce. Pierwsze symptomy nowej grypy to zawroty głowy, gorączka i wymioty.

Pogłowie kóz wzrosło w Holandii od 1995 wzrosło czterdziestokrotnie. W tej chwili na terenie Holandii hoduje się około 400.000 kóz.  Minister rolnictwa tego kraju zarządził, że jeśli na jakiejkolwiek fermie zostanie wykryty choćby jeden przypadek zakażenia nową odmianą grypy, cała hodowla musi zostać zlikwidowana. Zarządzenie to wywołało w Holandii liczne protesty. Wszystkie zainfekowane zwierzęta zostały już zlikwidowane.

W tej chwili nie wiadomo jeszcze czy nowa odmian grypy stanowi zagrożenie dla reszty krajów europejskich. Po grypie ptasiej oraz świńskiej byłaby to trzecia odmiana grypy odzwierzęcej, która w ostatnim czasie zaatakowała ludzi.

TVN24

„Świńska” grypa przestała niepokoić Holendrów, straszyć zaczęła za to tzw. kozia. Wirus, który może przenosić się bezpośrednio z kóz na ludzi, zabił w 2009 roku w Holandii sześć osób.

W tym roku „kozią grypą” zwaną też „gorączką Q” zaraziło się 2300 osób, podczas gdy w roku ubiegłym było ich około tysiąca. W 2007 r. zanotowano z kolei 168 przypadków.

Jak poinformował holenderski minister zdrowia, w sumie od 2007 roku zmarło 11 osób. Wszystkie ofiary miały najprawdopodobniej także inne problemy ze zdrowiem.

Najbardziej dotknięte epidemią „koziej grypy” są prowincje na wschodzie i południu Holandii. Obecność wirusa „gorączki Q” stwierdzono w 55 na 350 kozich ferm w tym kraju.

Ministerstwo rolnictwa zarządziło wybicie kilkudziesięciu tysięcy kóz.

Przebieg „koziej” grypy jest podobny do normalnej grypy. Główne objawy to wysoka gorączka, bóle gardła, głowy i mięśni oraz uczucie zmęczenia.

I może jeszcze

Newsweek

Kolejny rodzaj grypy wpędzi nas w panikę? Jeszcze na dobre nie odpuściła tak zwana świńska (A/H1N1), a niemiecki dziennik „Die Presse”  donosi o kolejnej mutacji – tym razej koziej. W Holandii zmarło na nią sześć osób.

Już nie świńska a kozia grypa stanowi największe zmartwienie Holendrów. Z powodu „Gorączki Q”, która powoduje grypę u ludzi i kóz holenderski minister zdrowia Ab Klink i minister rolnictwa Gerda Verburg nakazali już zabić dziesięć tysięcy zakażonych zwierząt.

Holendrów najbardziej niepokoi fakt, iż wirus tej grypy przenosi się bezpośrednio ze zwierząt na ludzi. Na kozią grypę narażone są przede wszystkim wschodnie i południowe prowincje kraju, gdzie na farmach hodowanych jest około 375 tys. kóz. Jak pisze „Die Presse” wirusem koziej grypy zakażonych jest już 2300 ludzi.

– Wolałabym mieć świńską grypę niż kozią – narzeka 50-letnia Jacqueline van den Bos, która osiem miesięcy walczyła z chorobą. – Wysoka gorączka, którą miałam na początku choroby na szczęście minęła. Ale nadal czuję się słaba i zmęczona, po jednym dniu pracy potrzebuję dwóch dni odpoczynku – opowiada.

Na szczęście dla niej, jej lekarz rodzinny dobrze zdiagnozował objawy choroby, ale takiego szczęścia nie miała już 46-letnia Anita Vincent, którą przed śmiercią uratowało dopiero leczenie szpitalne. Po tym wypadku założyła „stowarzyszenie ludzi zakażonych kozia grypą”, które oskarżyło holenderskie władze o zbyt późną interwencję – Zarażone kozy powinny być wybite już dawno temu – mówi z oburzeniem.

Roel Coutinho z centrum chorób zakaźnych w Amsterdamie ostrzega, że roznoszona przez kozy choroba może się bardzo szybko rozprzestrzenić i nalega na natychmiastowe wybicie wszystkich zarażonych kóz.

W Holandii kozy hoduje się na 350 farmach, zakażenie nową grypą stwierdzono na 55 z nich.

Tym razem może nietypowo, najpierw krótko o tych artykułach, a potem nieco o chorobie, nie odwrotnie :)

Nazwa

We wszystkich tych artykułach pojawiło się sformułowanie „tzw. kozia grypa”. O tym, dlaczego jest ono samo w sobie kompletnym idiotyzmem, nieco dalej; teraz jednak chciałbym zwrócić uwagę na ciekawostkę a mianowicie na to, jak dziennikarze kreują rzeczywistość.

Skrót „tzw.” oznacza ni mniej ni więcej niż „tak zwana”. Stosuje się go w sytuacji, kiedy np. upraszcza się jakiś skomplikowany czy długi  proces, a jego właściwą nazwę tylko się napomyka, np.

…zachodzi zlepianie się, czyli tzw. aglutynacja…

Albo, gdy niefachowa nazwa jest łatwiejsza do wymówienia czy zapamiętania, lub też po prostu się przyjęła, jak w wypadku „świńskiej grypy”, która naprawdę zwie się grypą  A/H1N1v .

Pojawia się pytanie, czy którykolwiek z tych przypadków tutaj zachodzi? Obstawiam, że nie. Co więcej, gdyby nie to, że nauczony jestem unikać zbędnego ryzyka, to postawiłbym swoją głowę na to, że to jakiś dziennikarz wymyślił ni  stąd ni zowąd określenie „kozia grypa”, a żeby nie ośmieszyć się, dodał słówka „tzw.” (lub odpowiednik w danym języku, w tym wypadku zdaje się, że chodzi o niemiecki).

I teraz zauważmy, co się będzie działo: nikt już teraz nie powie o tej chorobie „gorączka Q”, za to większość w potocznych rozmowach jak i w tekstach pisanych będzie używać nazwy „kozia grypa”. Tak oto jakiś dziennikarz wykreował nową nazwę, która wejdzie zapewne do języka potocznego.

Zresztą zachęcam, żeby zwrócić na to uwagę też w innych wypadkach – skrót  „tzw.” jest według mnie stanowczo nadużywany, a do tego ma dość ciekawą właściwość wprowadzania ludzi w błąd, na zasadzie „tak zwane, czyli – o tym się mówi; ergo – tak jest, dziennikarz pisze prawdę„.

Tyle tytułem wstępu; dokładniejsza analiza tych 3 artykułów już jutro, wtedy akapit po akapicie zademonstruje, jak ładnie media potrafią ogłupiać – dosłownie i w przenośni.


Gorączka Q, vel „kozia grypa”

Długo wahałem się, jak napisać ten tekst – czy w formie „mit-prawda„, czy może w formie opisu podobnego jak ten o grypie… W końcu postanowiłem, że połączę te dwie formy. Oto rezultat.

Mit: „kozia grypa” to grypa.

Najkrócej mówiąc, jest to całkowita bzdura; z grypą ma wspólne co najwyżej część objawów. Jednak jeśli uznamy, że to nas uprawnia do nazywania jej grypą, to wtedy malarię moglibyśmy nazywać komarzą grypą.

Dlaczego? Ano choćby dlatego, że grypa powodowana jest przez wirusy (ortomyksowirusy, odsyłam do jednego z poprzednich wpisów), natomiast Gorączka Q przez bakterie, a dokładniej – Coxiella burnetii. Oczywiście rozumiem, że mediom znacznie łatwiej jest nazywać to grypą, oraz robić z bakterii wirusy – w końcu i to i to jest małe – ale rodzi to pewne zagrożenia, o których już za chwilę.

A tak właściwie – czemu grypa „kozia”?  Chorobę mogą roznosić też owce, psy i bydło (np. krowy)…

Mit: Skoro kozią grypę leczy się antybiotykami, to zwykłą pewnie też.

Rzeczywiście, gorączkę Q leczy się antybiotykami (doksycyklina, tetracyklina), jako że jest to choroba bakteryjna. Nie oznacza to jednak, że prawdziwą grypę także tak należy leczyć – jest to wręcz odradzane, w związku z tym, że nadużywanie antybiotyków prowadzi do uodparniania się na ich działanie dotychczas na nie podatnych bakterii. Co więcej, powoduje to tylko wyniszczenie „dobrej” flory bakteryjnej organizmu, natomiast na samą chorobę nie ma absolutnie żadnego wpływu gdyż wirusy nie są w żadnej mierze podatne na antybiotyki.

Mit: Gorączka Q jest chorobą śmiertelną i skrajnie niebezpieczną.

Albo tak przynajmniej wynikałoby z alarmistycznych doniesień mediów, nieprawdaż? W rzeczywistości jednak, choroba może skończyć się na objawach grypopodobnych: wysokiej gorączce, bólu mięśni, głowy, dreszczach, wymiotach czy biegunce. Ale uwaga, choroby nie należy lekceważyć – może wywołać zapalenie płuc albo wątroby.

Gorączka Q może skończyć się na kilka sposobów; najpowszechniejsza jest ta najłagodniejsza forma, opisana powyżej – dość silne objawy grypopodobne, trwające nawet do dwóch tygodni.

Nieco mniej powszechny w jej przebiegu jest rozwój zapalenia płuc, które z kolei może prowadzić do bardzo niebezpiecznego dla życia zespołu ostrej niewydolności oddechowej; jeśli zapalenie płuc ma się rozwinąć, to najprawdopodobniej stanie się to w ciągu pierwszych kilku dni od zachorowania.

Znacznie rzadszym powikłaniem w przebiegu choroby jest zapalenie wątroby, acz także należy się z taką możliwością liczyć.

I wreszcie, najniebezpieczniejsza forma gorączki Q to postać przewlekła, która może objawić się dopiero po kilku miesiącach od zakażenia, albo nawet po kilku(-nastu albo i -dziesięciu) latach. Jeśli postać ta jest nieleczona, powoduje śmierć u niemal wszystkich dotkniętych tą postacią; jeśli jednak chorym odpowiednio się zaopiekować, śmiertelność spada do – wg różnych źródeł – od 6 do 10%.

Mit: Gorączka Q jest chorobą nową.

Chcecie odpowiedź krótką, czy nieco dłuższą? Krótka: nie jest.

Bakteria została po raz pierwszy wyizolowana już w 1937 roku z próbek pobranych od jednego z zakażonych nią ludzi, a rok później w USA znaleziono ją w kleszczowatych.

Mit: Gorączka Q jest niebezpieczna, bo szybko może rozprzestrzenić się na całą Europę, w tym do Polski.

Według CDC gorączka Q jest jedną z najbardziej zakaźnych chorób; do zarażenia się nią wystarczy tylko jedna pojedyncza bakteria, więc rzeczywiście – rozprzestrzeniać się może bardzo szybko.

Nie ma jednak niebezpieczeństwa zawleczenia jej do Polski czy krajów ościennych, ale nie dlatego, że stoi jej na drodze jakaś przeszkoda, o nie. Po prostu, ona już tu jest.

Ba, w Niemczech w 2003 roku spowodowała nawet małą epidemię – zaraziło się prawie 300 osób.

Polska też nie jest od tego wolna; spójrzmy np. na takie artykuły z podkarpackiej prasy lokalnej z 2008r.:

Nie pij mleka prosto od krowy! Możesz się zarazić gorączką Q. Wykryto ją u 21 osób z powiatu leżajskiego, które miały kontakt z chorymi krowami lub piły mleko od nich.

(…)

– Przebadaliśmy 68 osób, które miały kontakt ze zwierzętami lub piły surowe mleko – mówi lek. med. Szczepan Jędral, państwowy wojewódzki inspektor sanitarny. – U 21 wykryliśmy gorączkę Q. Wysłaliśmy do badań próbki od kolejnych 11 osób. – źródło

oraz

Zakażeń gorączką Q na Podkarpaciu może być dużo więcej, niż podają oficjalne dane.

Ujawniona przez nas prawda o pojawieniu się gorączki Q na Podkarpaciu wywołała falę krytyki wśród władz województwa odpowiedzialnych za walkę z tą groźną chorobą. Po naszych artykułach interweniowali też właściciele kilku gospodarstw z regionu i lekarze weterynarii. Twierdzą, że gorączka Q to niewygodny, bagatelizowany temat, który z kilku powodów lepiej zamieść pod dywan.

Gorączka Q to bardzo groźna, zakaźna choroba, wywoływana przez rzadką bakterię, która może prowadzić do uszkodzenia płuc, wątroby i serca, a nawet śmierci. W ubiegłym tygodniu ujawniliśmy jako pierwsi, że gorączka Q pojawiła się na Podkarpaciu.

Temat tabu

– Dobrze, że ktoś w końcu poruszył ten temat. Gorączka Q to problem, który od dawna zamiata się pod dywan. Kilku moich kolegów ma ciężkie powikłania wywołane tą chorobą, bo zarazili się nie wiadomo gdzie i kiedy, ale o tym się nie mówi – denerwuje się lekarz weterynarii, który prosił o anonimowość. – źródło

Jak widać, także i w Polsce problem gorączki Q istnieje.

Zresztą nie tylko u nas, bo występuje ona na całym świecie poza Nową Zelandią; żeby nie być gołosłownym – Cypr i USA.

Obecnie, wg EPIMELDu w Polsce zachorowalność to ok. 5 osób na 100tys.

Mit: Choroba łatwo poddaje się leczeniu antybiotykami.

Wyjątkowo, to nie mit – przynajmniej w najprostszej formie grypopodobnej rzeczywiście dobrze poddaje się antybiotykoterapii zwłaszcza, jeśli leczenie zostanie wdrożone w ciągu pierwszych trzech dni od zachorowania; dlatego też nie należy nigdy lekceważyć objawów grypopodobnych – a nóż widelec to gorączka Q? ;)

Jutro, jak zapowiedziałem powyżej, krótka analiza tych trzech artykułów prasowych chyba, że przez noc i rano dojdzie jeszcze coś nowego.

Najbardziej dotknięte epidemią „koziej grypy” są prowincje na wschodzie i południu Holandii. Obecność wirusa „gorączki Q” stwierdzono w 55 na 350 kozich ferm w tym kraju.

Ministerstwo rolnictwa zarządziło wybicie kilkudziesięciu tysięcy kóz.

Przebieg „koziej” grypy jest podobny do normalnej grypy. Główne objawy to wysoka gorączka, bóle gardła, głowy i mięśni oraz uczucie zmęczenia.

%d bloggers like this: