Filowirusy: Ebola i Marburg

12 stycznia 2010

Ze śmiertelnością dochodzącą nawet do 90% choroby wywoływane przez filowirusy (filoviridae) są z pewnością jednymi z najniebezpieczniejszych istniejących na świecie.

Gorączki krwotoczne

Gorączki krwotoczne niekoniecznie wywoływane są przez filowirusy, a co za tym idzie – nie każda gorączka krwotoczna od razu musi być Ebolą. Istnieje bardzo wiele chorób wywołujących podobne objawy. Zwane są one ogólnie wirusowymi gorączkami krwotocznymi(WGK, a z ang. – viral hemorrhagic fever, VHF).

Do wirusowych gorączek krwotocznych zaliczamy między innymi Żółtą febrę, Gorączkę Zachodniego Nilu, Gorączkę Doliny Rift, Argentyńską Gorączkę Krwotoczną czy – niemal tak samo niebezpieczna jak Ebola – Gorączka Lassa.

Warto także wspomnieć, że podobne do WGK objawy może wywołać (z reguły przy ciężkim przebiegu) malaria.

Filowirusy

Filowirusy to grupa wirusów RNA. Wirusy te mają dość charakterystyczną, nitkowatą budowę (filum po łacinie znaczy tyle, co „nić”). Często przyjmują rozgałęzione, koliste, lub jeszcze jakieś inne dziwaczne, fantazyjne kształty.

Generalnie obaj przedstawiciele rodziny filoviridae (Marburg i Ebola) są nie do rozróżnienia od siebie na podstawie samego tylko obrazu mikroskopowego. Różnią się natomiast wielkością genomów i różnicą w składzie białek, można je też odróżnić poprzez badanie serologiczne.

(źródło: http://bepast.org/docs/photos/ebola/ebola_SEM.jpg)

Objawy wywoływane przez Ebolę i Marburg są bardzo podobne. Wydaje mi się, że najlepiej opisał je Richard Preston w swojej fabularyzowanej relacji z incydentu w Reston; pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów.

Zwykle ból głowy pojawia się tydzień po zetknięciu się z czynnikiem zakaźnym.  (…) chory stał się apatyczny. Jego twarz zastygła w pozbawioną wyrazu maskę, a nieruchome spojrzenie przypominało paralityka. Opadające powieki tylko częściowo zakrywały wytrzeszczone i przekrwione oczy, które spoglądały nieruchomo. Skóra twarzy była żółtawa i pokryta błyszczącymi czerwonymi plamami o kształcie gwiazdek. (…) Stał się ponury, drażliwy, wrogo usposobiony do otoczenia. Potrafił odpowiadać na pytania, wydawało się jednak, że nie wie, gdzie się znajduje.(…)

[chory] zanosi się kaszlem i wymiotuje. Torebka pęcznieje. Gdy podnosi głowę, na jego wargach widać błyszczącą szerwoną wydzielinę z czarnymi kropkami, jakby żuł fusy kawy. (…) Czerwone plamki, które kilka dni wcześniej przypominały gwiazdki, powiększyły się i zlały w wielkie purpurowe plamy. (…)

Wydawało się, że chory zastygł w bezruchu, jak gdyby każde poruszenie mogło wywołać pęknięcie czegoś w organizmie. Jego krew krzepła, tworząc zatory. Wątroba, nerki, płuca, ręce, stopy i głowa były zablokowane skrzepami. Gromadziły się one również w mięśniach jelit, odcinając dostęp krwi. Mięśnie jelit zaczęły więc obumierać. Prawdopodobnie Monet (w książce takie nazwisko – fikcyjne – autor nadał jak najbardziej prawdziwemu przypadkowi – przyp. sprostowania666) nie zdawał sobie w pełni sprawy ze swego stanu, gdyż krew nie docierała także do mózgu, którego uszkodzenie pozbawiło Charlesa osobowości. W stanie tak zwanej depersonalizacji zanika wszelka aktywność i cechy charakteru. Człowiek staje się automatem. Komórki nerwowe rozpadają się, a wówczas najpierw zanikają wyższe funkcje psychiczne, pozostają natomiast te na poziomie prymitywnego mózgu szczura lub jaszczurki. Można powiedzieć, że umarła już osobowość Charlesa Moneta, żyje natomiast jego ciało.

Atak wymiotów uszkadza jakieś naczynie krwionośne w nosie Moneta. Z obydwi nozdrzy zaczyna lecieć błyszcząca krew tętnicza, ściekając po zębach i podbródku. Płynie nieprzerwanie, gdyż zabrakło w organizmie czynników powodujących krzepnięcie krwi.

[w szpitalu] Monet w milczeniu czeka na zainteresowanie się nim. Nagle jego choroba przechodzi w ostatnią fazę. Ludzka bomba wirusowa eksploduje. Specjaliści wojskowi określają ten stan jako „wyniszczenie i wykrwawienie” lub – łagodniej – „zejście”. Monetowi kręci się w głowie i odczuwa krańcowe wyczerpanie. Traci też zmysł równowagi, ponieważ jego kręgosłup stał się miękki i pozbawiony nerwów. (…) Chory pochyla się, dotyka głową kolan i łapiąc z jękiem powietrze, wyrzuca ustami olbrzymią ilość krwi. Osuwa się na podłogę. Mimo utraty świadomości, dusząc się wymiotuje dalej. Następnie słychać jakby odgłos rozdzierania prześcieradła – to pękają jelita i z odbytu wypływa krew zmieszana z treścią jelit. Monet utracił swe wnętrzności. Nastąpiło wyniszczenie i wykrwawienie organizmu.(…)

Wokół Moneta szybko rozlewa się czerwona kałuża. Po unicestwieniu swego żywiciela wirus wydostaje się wszystkimi otworami na zewnątrz, szukając nowej ofiary.

Richard Preston, Strefa skażenia; wyd. PRIMA, Warszawa ’96

Opis podany powyżej dotyczy oczywiście najbardziej ekstremalnej postaci wirusa, w tym wypadku odmiany Ebola Zair (szczep Mayinga). Całkiem podobne jednak objawy charakteryzują wszystkie – lżejsze i cięższe – postaci chorób filowirusowych. Do najbardziej charakterystycznych należą:

  • na początku infekcji objawy grypopodobne – bóle głowy, wysoka gorączka, bóle mięśni, biegunka; trwa to od ok. 3 dnia
  • wymioty, bóle brzucha – trwają około tygodnia
  • często stwierdzić można zapalenie spojówek i gardła
  • wybroczyny, czyli tzw. petechiae – wygląda to jak wysypka, czasem mniejsza, czasem większa
  • W ostatniej fazie choroby dochodzi do masywnych krwotoków z płuc, nosa, dziąseł, przewodu pokarmowego, spojówek…chory krwawi ze wszystkich jam ciała
  • Zgon, jeśli nastąpi, to najprawdopodobniej między siódmym a szesnastym dniem.

Podane okresy i czasy trwania są bardzo orientacyjne; każda z faz może nastąpić u każdego chorego w innym terminie do tego stopnia, że jeśli zarażą się dwie osoby w tym samym czasie, jedna może być już martwa, podczas gdy druga dopiero zaczyna odczuwać bóle głowy.

Śmiertelność filowirusów jest różna a jednocześnie bardzo trudna do stwierdzenia ze względu na względnie rzadkie przypadki zachorowań. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń można szacować, że następujące wirusy/szczepy mają śmiertelność rzędu:

Marburg (MARV) – jeśli policzymy wszystkie odnotowane przypadki, śmiertelność wyniesie ponad 80%; należy jednak wziąć pod uwagę, że w przypadku wystąpienia zachorowań w krajach o wysokim poziomie medycyny (Niemcy) wyniosła ona ok. 21%.

Ebola Zair (ZEBOV – Zair EbolaVirus) – 90%

Ebola Sudan (SEBOV – Sudan EbolaVirus) – 60%

Ebola Ivory Coast (CIEBOV – Cote d’Ivoire EbolaVirus) – nie odnotowano żadnego zgonu i zaledwie jedno zarażenie.

Ebola Bundibugyo – „najświeższy” szczep, odkryty w 2007r. w Ugandzie, w dystrykcie Bundibugyo. Śmiertelność na poziomie 25%.

Powyżej podane liczby nie brzmią może najstraszniej, jednak znaczą one tyle, że na każde 100 osób które zachoruje, 90 – w przypadku szczepu ZAIR – umrze. Jeśli wyobrazimy to sobie w odpowiedniej skali to możemy zauważyć, że gdyby tak wirus ten roznosił się tak łatwo jak grypa np., w tej chwili najpewniej nie czytałbyś tego wpisu, a ja nigdy bym go nie napisał…

Dość specyficznym szczepem wirusa Ebola jest szczep Reston (nazwany na cześć miasteczka w USA, w którym go odkryto). Kiedy po raz pierwszy zrobiono badania, wzbudził popłoch, gdyż wszelkie badania na obecność wirusa Ebola Zair dawały rezultat pozytywny. Czemu wzbudził popłoch w świetle powyższych liczb nie trzeba chyba wyjaśniać – wystąpienie tak śmiertelnej choroby na terenie USA nie wróżyło nic dobrego.

Niedługo jednak okazało się, że ten szczep – choć tak podobny do śmiercionośnego szczepu Mayinga – niebezpieczny jest tylko dla małp, ludziom natomiast nie robi żadnej krzywdy. Ba, wystąpiło nawet jedno, całkowicie bezobjawowe zakażenie u dozorcy małp.

Mimo, że choroba jest niegroźna dla ludzi, budzi jednak uzasadnione obawy. Odkryto bowiem, że wirus jest obecny także na Filipinach co znaczy, że choroba przemieszcza się już siecią lotniczą; jest to kwestia czasu, kiedy chore zwierzęta przylecą do Europy .

Ponadto istnieją też obawy, że wirus łatwo może zmutować w stronę zakaźnej dla ludzi postaci; byłaby to katastrofa, jako że może on przenosić się tak łatwo, jak grypa. Obawy te zostały wręcz wzmocnione po tym, gdy okazało się że na Filipinach odkryto, iż teraz także świnie mogą się zarazić wirusem¹.

Zakaźność

Na całe szczęście, aby zarazić się filowirusem trzeba się nieco postarać. A mianowicie, przynajmniej zetknąć się z płynami ustrojowymi chorego – śliną, krwią, wymiocinami czy nasieniem. Ani Ebola, ani Marburg nie przenoszą się drogą kropelkową².

Filowirusy należą do jednych z najsłabiej zbadanych wirusów. Są tajemnicze do tego stopnia, że nie wiadomo nawet jaki jest ich naturalny rezerwuar – istnieją sugestie, że są to pewne gatunki małp, nietoperze, gryzonie. Niektórzy sugerują też pewne pokrewieństwo wirusa z tymi pochodzenia roślinnego, ze względu na jego budowę.

Leczenie

Brak jest jakiegokolwiek skutecznego leczenia, stosuje się leczenie podtrzymujące – utrzymywanie równowagi elektrolitowej, wodnej i kwasowo-zasadowej. Innymi słowy, jedyne co można zrobić dla chorych to podłączyć ich pod kroplówkę licząc, że zapobiegnie ona całkowitemu odwodnieniu, a pacjent jakoś sam wróci do zdrowia.

Ostatnio pojawiły się jednak ciekawe informacje nt postępów w przygotowywaniu skutecznego leku oraz szczepionki.

Krótka historia

Ebola po raz pierwszy została zidentyfikowana podczas epidemii w Zairze, w 1976, oraz w Sudanie, w tymże roku. Szczep który zaatakował w Zairze okazał się być jednym z najbardziej śmiertelnych wirusów znanych ludzkości – w ’76 śmierć poniosło 280 osób, co przy łącznej liczbie zachorowań wynoszącej 318 oznaczało 88% śmiertelność.

Od pierwszych wystąpień choroby do roku 2000 zanotowano 503 zachorowania na różne szczepy Eboli.

W latach 2000-2003 w Ugandzie doszło do największej jak dotąd udokumentowanej epidemii Eboli: 425 zachorowań, z czego 224 osoby zmarły. W tych też latach doszło do kilku mniejszych epidemii w Afryce, które jednak cechowały się ponad 80% śmiertelnością.

W 2007 roku ministerstwo zdrowia Ugandy poinformowało o wybuchu epidemii w kraju; szczep okazał się być nowym rodzajem Eboli.

„Najświeższa” epidemia wybuchła w Demokratycznej Republice Kongo w 2008r.

W 2009 z kolei Europa otarła się o Ebolę gdy w marcu niezidentyfikowana badaczka z laboratorium w Niemczech ukłuła się w palec igłą zakażoną wirusem Ebola w czasie badań na myszach; co ciekawe, w jej wypadku wdrożono eksperymentalne leczenie, błyskawicznie podano jej nieprzetestowaną szczepionkę. Czy zadziałała, nie wiadomo, faktem jest jednak, że kobieta nie zachorowała.

————————

¹ – Dlaczego to budzi obawy? Świnie są doskonałymi inkubatorami wszelkich wirusów, co pokazuje przykład wirusa grypy pandemicznej.

²– z drobnymi wyjątkami, a mianowicie – istnieje jeden przypadek podejrzewanego zakażenia kropelkowego, pielęgniarki Mayingi N’Seki. Poza tym, istnieje powszechne przekonanie, że Ebola Reston przenosi się kropelkowo, na szczęście jednak nie zagraża ludziom.

========================

Źródła:

Advertisements
  1. 13 stycznia 2010 o 1:39

    Czy można prosić o kontakt mailowy? Mój adres masz w moim profilu. Pozdrawiam.

  2. soband1
    13 stycznia 2010 o 16:06

    Czy wiadomo, na jakiej zasadzie te wirusy doprowadzają do tak rozlicznych krwotoków, które jesli dobrze rozumiem są bezpośrednią przyczyną śmierci??

    • 13 stycznia 2010 o 17:38

      Z tego co pamiętam odnośnie Eboli, to chyba chodzi o uszkadzanie tkanki łącznej, która w efekcie działania wirusa traci swoje właściwości – i organizm traci spójność. Ponadto tutaj znajdziesz też ciekawe podejście o podobieństwie jednego z białek wirusa Eboli do czynnika wzrostu śródbłonka i jego receptora, odgrywającego znaczną rolę w regulowaniu przepuszczalności naczyń krwionośnych.

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d bloggers like this: